
Archiwum bloga
Ciekawostka czytelnicza
Najgrubsza książka świata liczy 4032 strony, a waży około 8 kilogramów. Jest to zbiór wszystkich przygód panny Marple - postaci wykreowanej przez Agathę Christie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andeś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andeś. Pokaż wszystkie posty
Illuminae
Co jest nie tak? Właściwie wszystko. Na jednym z promów wybuchła epidemia wciąż mutującego wirusa, na drugim zbuntował się komputer pokładowy, a ścigający ich wrogi pancernik jest coraz bliżej. Z tej sytuacji chyba nie ma żadnego wyjścia...
Kolejna space opera, powielająca znane schematy science fiction, skupiająca się na relacji nastolatków i nie wnosząca nic do życia?
Zdecydowanie nie. Amy Kauffman i Jay Kristoff stworzyli coś nowego i niesamowicie oryginalnego. Zamiast klasycznej narracji mamy tutaj zbiór tajnych wiadomości, plików, plakatów, mejli, wycinków z czatu, opisów nagrań z kamery. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką książką. Oprócz porywającej fabuły, książka jest doskonała również pod względem wizualnym. Wygląda prześlicznie, praca grafików jest godna podziwu.
Ciekawostką może być fakt, że książkę pomogli wydać... czytelnicy. W zeszłym roku wydawnictwo Moondrive dało znać o nietypowej akcji. Koszty wydania Illuminae były olbrzymie. Wiązało się z tym duże ryzyko - co, jeśli książka nie okaże się popularna? Nie znajdzie odbiorców i trzeba będzie ją zniszczyć? By mieć pewność, że tak się nie stanie, Moondrive poprosił, by zainteresowani wydaniem Illuminae w Polsce kupili książkę w preoderze. Akcja zakończyła się sukcesem wsparło ją blisko 3000 osób, a cel zbiórki został znacznie przekroczony - zebrano 320% potrzebnych środków! (więcej możecie przeczytać o tym tu: https://shop.moondrive.pl/content/9-illuminae )
"The Illuminae Files" to seria licząca trzy tomy. Wkrótce doczekamy się polskiego wydania następnej części, zatytułowanej "Gemina". Na kolejną możemy chyba liczyć w przyszłym roku. Dla niecierpliwych, którzy woleliby wchłonąć cała serię naraz, dobra wiadomość: angielskie wydania są w Polsce dość łatwo dostępne.
W podsumowaniu chciałabym powiedzieć tylko jedno: bardzo polecam! To naprawdę niesamowita książka, od której po prostu nie da się oderwać.

Michael Grant "Gone. Zniknęli"
"Witamy w Perdido Beach. Nasze motto brzmi: << Promieniowanie? Jakie promieniowanie >>?"
Pewnego dnia z miasteczka Perdido Beach zniknęli dorośli. Tak po prostu. Bez żadnego "puff", bez ostrzeżenia. Każdy, kto skończył piętnaście lat, wyparował. Zniknęli rodzice, nauczyciele, lekarze, strażacy, pracownicy elektrowni atomowej. Pozostawione bez opieki dzieci muszą w ekspresowym tempie nauczyć się odpowiedzialności. A zniknięcie dorosłych wcale nie jest jedynym niecodziennym zjawiskiem - okazuje się, że okolica została otoczona kopułą, a ludzie i zwierzęta ulegli dziwnym mutacjom...
Rozpoczyna się walka o przeżycie i objęcie władzy w nowej rzeczywistości.
Co się właściwie stało? Kto za tym wszystkim stoi? Czy to wina promieniowania? A może... czegoś gorszego, ukrywającego się w mrokach opuszczonej kopalni?
Początkowo byłam do tej pozycji nastawiona dość sceptycznie. Postanowiłam jednak dać jej szansę i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Akcja powieści już od pierwszych stron pochłonęła mnie do reszty. Nie minęło wiele czasu, bym uzależniła się od "Gone". Nie potrafiłam oderwać się od lektury, tomisko wszędzie brałam ze sobą. Nawet, kiedy nie czytałam, moje myśli wciąż krążyły wokół wydarzeń z Perdido Beach. Z czystym sumieniem stwierdzam, że to jedna z najlepszych książek, jakie miałam zaszczyt czytać. Niezwykle emocjonująca, trzymająca w napięciu. Jednak... Doszło do tego, że i mnie zaczął udzielać się tytułowy niepokój. Nie dałam rady jej dokończyć. Zbyt się bałam, co mogą kryć następne strony. Naprawdę chciałabym poznać koniec tej historii, ale chyba mam na to za słabą psychikę. Mam nadzieję, że uda mi się przemóc. Jestem bardzo ciekawa ciągu dalszego.
Dawno nie miałam w ręku tak dobrej książki. Wszystkim, którzy nie boją się bać, serdecznie polecam.
2001. Odyseja kosmiczna
Arthur Charles Clarke "2001. Odyseja kosmiczna"
Czy poza Ziemią istnieje życie? Albo chociaż inteligencja?
Arthur Clarke prezentuje jeden z możliwych wariantów.
Na Księżycu odnaleziono tajemniczy monolit. Ma perfekcyjnie gładką powierzchnię, jego wymiary zachowują idealną proporcję 1:4:9. Na dodatek emituje on dziwne promieniowanie elektromagnetyczne. Raczej wykluczonym jest, by było to dzieło natury...
Dwa lata później pięciu astronautów wyrusza w podróż w stronę Saturna, w ślad za sygnałem, który wysłał ów monolit. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem - komputer pokładowy zyskuje świadomość i rozpoczyna bunt...
"Odyseja..." jest w pewnym sensie nietypowa - najpierw powstał film, dopiero potem wydano książkę. Mimo że Clarke był współautorem scenariusza, można zauważyć sporo różnic: kinowa wersja głównym wątkiem uczyniła bunt komputera pokładowego, podczas gdy jej książkowa odsłona skupiła się bardziej na uczuciach jednostki wobec osamotnienia w kosmosie.
Co mogę powiedzieć? "Odyseja kosmiczna" to absolutna klasyka gatunku. I chyba nie ma innego powodu, dla którego sięgnęłam po tę pozycję. Mówiąc szczerze, zawiodłam się trochę. Bardziej przerażający od samej fabuły okazał się być chyba styl, w którym książka została napisana. Czytałam ją ponad trzy miesiące, mimo że wcale nie jest to jakieś przesadnie opasłe tomisko - akcja tak się dłużyła, że nie potrafiłam dobrnąć do końca. Praktycznie nie było tu dialogów, pełno za to przydługich opisów skomplikowanych maszyn, które trudno było mi, jako humanistce, zrozumieć.
Clarkowi z pewnością nie można odmówić niezwykłej wyobraźni i fachowej wiedzy technicznej. Połączenie tych dwóch rzeczy zaskutkowało powstaniem dzieła niebywale realnego. Przyszłość przedstawiona w książce jest już przeszłością i aż dziw, że spotkania z cywilizacjami pozaziemskimi jeszcze na długo pozostaną tylko w strefie marzeń i domysłów.
Wciąż nie jestem do tej książki przekonana. Zakończenie średnio zachęciło mnie do sięgnięcia po następną część, jestem jednak bardzo ciekawa dalszego ciągu historii. Z pewnością kiedyś przemogę się i zajrzę do kolejnych tomów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



